Obserwatorzy

piątek, 22 kwietnia 2011

Życzenia

Made by Ania i Janek

Radosnych świąt Wielkanocnych
Wypełnionych nadzieją
Budzącej się do życia wiosny
I wiarą w sens życia,
Pogody w sercu i radości płynącej
Ze Zmartwychwstania Pańskiego
Oraz smacznego święconego
W gronie najbliższych
Szczerze życzą
Wszystkim, którzy nas odwiedzają

Mieszkańcy "Radziejowego Zacisza"

wtorek, 19 kwietnia 2011

Trochę humoru

No, tak to już w życiu jest, radosne złote niteczki  przeplatają się z szarością i smutkiem.
Wczoraj zasmucona,  dziś rozbawiona za sprawą e-maila od wujka i jego pięknej "damy". Wujek przesłał mi jej super zdjęcie. Zresztą zobaczcie sami.


Czyż nie dostojnie wygląda gwiazda zapatrzona w "Gwiazdy"?

Nie posiadam obecnie psa, ale pamiętam dobrze moją kochaną suczkę Mikę, która była towarzyszką mojego "nastoletniego" życia. Tyle radości wnosiła w nasze  życie. Cała prawda o psiakach to ten wiersz.


Kiedy smutny wracasz z miasta,
Kiedy łamie ci się głos -
Czarny niby pasta
Koło ciebie krąży... nos.
Najpierw milczkiem, najpierw z dala,
Przestrzegając reguł gry,
Jak detektyw nos ustala,
Skąd się bierze nastrój zły.
Potem, gdy już nos przyczyny
Twojej kwaśnej miny zna,
Wie, że sposób jest jedyny,
Jedna rada - właśnie ta:
Wspiąć się jak roślinka pnąca,
Zlizać z twarzy krople łez...
Nagle czujesz: pies cię trąca!
Nosem liże cię twój pies!

                                               Ryszard Marek Groński

Pozdrawiam cieplutko wszystkich miłosników zwierząt, a zwłaszcza psich właścicieli.
Apel! Błagam sprzątajcie po swoich  ulubieńcach!!!
    

  




poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Trochę smutku!

Chciałam zawitać do Białego Dworku, ale drzwi zamknięte? Nie wiem czy "Duszko" usłyszysz moje pukanie. Proszę o zaproszenie. Smutno mi bez Ciebie.


Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać.
Zadzwoń do mnie...
Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą...
Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec, nie bój się do mnie zadzwonić...
Nie obiecuję, że Cię zatrzymam, ale mogę pobiec z Tobą...
Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciał nikogo słuchać.
Zadzwoń do mnie.
Obiecuję być wtedy z Tobą i obiecuję być cicho...
Ale jeśli któregoś dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze...
Przybiegnij do mnie bardzo szybko.
Mogę Cię wtedy potrzebować...

Twój przyjaciel

niedziela, 17 kwietnia 2011

Czym skorupka za młodu nasiąknie…



… i przyszedł ktoś…, taki ktoś,
kto mi serce i umysł rozbudził
i nauczył mnie widzieć i kochać,
piękno świata, przyrody i ludzi.

Moi kochani rodzice, to oni właśnie rozbudzili we mnie ciekawość świata i nauczyli jak żyć w przyjaźni z ludźmi i przyrodą. Moje szczęśliwe dzieciństwo spędzone na leśnych wyprawach i beztroskim bieganiu po „babcinej” łące do dziś wspominam z lekkim rozrzewnieniem. W każdej spędzanej wspólnie chwili było miejsce na zabawę, naukę czy wspólną pracę. Moi rodzice zawsze robili wszystko tak, że w zasadzie zacierały się granice między tymi czynnościami, pracując wspólnie z nimi bawiliśmy się, a bawiąc uczyliśmy się wielu mądrych i pożytecznych rzeczy.
Podczas niedzielnych wypraw do lasu, obok zbierania grzybów czy jagód, był czas na opowieści o partyzantach ze świętokrzyskich lasów, o Ponurym i jego żołnierzach. Las szumiał a ja szłam obok mamy i razem śpiewałyśmy partyzancką piosenkę „ Rozszumiały się wierzby płaczące …”. Były też opowiadania o przyrodzie, o lesie i jego mieszkańcach. Zasłuchani w te opowieści siedzieliśmy przytuleni do mamy.



Pole i łąka babci to też była wielka księga przyrody, którą odkrywaliśmy  wspólnie z bratem z pomocą rodziców.  Pogodne letnie dni spędzaliśmy zawsze „na górce”, gdzie można było wsłuchiwać się  w śpiew skowronka, obserwować chmury na niebie, wić wianki z polnych kwiatów czy przyglądać się  z bliska różnym małym „robaczkom”. 



Tak piękne było życie na wolności z dala od miejskiego zgiełku, bez tych wszystkich dzisiejszych wynalazków typu komputer, play station i innych. Jako mali ludzie  byliśmy otwarci na poznawanie fascynującego świata w okół nas. Ciekawi otaczającej nas rzeczywistości, odkrywaliśmy ją dzień po dniu, co okazało się niesamowitą przygodą.





 Właśnie z tęsknoty za „rajem utraconym” powstało Radziejowe Zacisze mój azyl i miejsce gdzie żyją wspomnienia i rodzinne historie. Tu mieszka szczęście.

Pozdrawiam Wszystkich cieplutko, życząc wspaniałej niedzieli.

piątek, 15 kwietnia 2011

Dziadek i wnuczek

Myślę, że przez długi czas ani ja, ani też nikt z moich bliskich nie przywiązywaliśmy wagi  do tego, że w naszej rodzinie od kilku pokoleń ma miejsce dziedziczenie artystycznych zdolności.  Jako dziecko miałam świadomość, że mój tato ładnie rysuje ponieważ często gdy nie chciałam jeść zasiadał przy mnie opowiadał jakieś historie i ilustrował je pięknymi rysunkami. Podczas leśnych spacerów z kolei lubił z kawałka kory wystrugać dla swojej córeczki jakiegoś leśnego skrzata lub zwierzątko. Zawsze z ciekawością przyglądałam się jak pracuje  i starałam się dopytać, co też tym razem to będzie.  Tato jednak do końca trzymał mnie w napięciu by potem oddać do mych rąk nowe cudo. Teraz mi trochę żal, że nie zachowałam  żadnej z tych leśnych zabawek. No, cóż wtedy  było to dla mnie coś całkiem powszedniego.
 Jako nastolatka w jednej z szuflad odkryłam stary szkicownik mojego taty, a w nim kilkanaście grafik z okresu gdy był w wojsku i wtedy zrozumiałam, że tata ma w rękach ukryty nie mały talent.







Niestety  dorastał w czasie i miejscu gdzie specjalnie nie przywiązywano wagi do takich zdolności. Myślę, że  dziś jego talent miałby szanse  rozwijać się inaczej.
Dlatego kiedy okazało się, że mój starszy syn, Michał odziedziczył  po dziadku zdolności plastyczne i zapragnął je rozwijać postanowiłam zrobić wszystko by mu w tym pomóc.  Mam nadzieję, że dzięki temu będzie w przyszłości z pasją wykonywał swój zawód.
A póki co mój dom zdobią prace dziadka i jego wnuczka i są to najcenniejsze dla mnie pamiątki rodzinne.

Słonecznie i ciepło pozdrawiam  Wszystkich, którzy zawitają do mojego Zacisza.






poniedziałek, 11 kwietnia 2011

"Zaciszny" ogród budzi się do życia

Wiele przyjemności daje mi oglądanie mojego  "Zacisznego" ogrodu po dłuższej w nim nieobecności. Pierwsze co robię po przyjeździe do "Zacisza" to obchód  i zaglądanie w każdy  zakamarek ogródka. Tym razem choć wizyta moja była bardzo krótka to radości było wiele, bo akurat na naszą rocznicę ślubu zakwitła magnolia i przywitała nas swoim jeszcze bardzo  delikatnym kwieciem.






Jak zwykle jako jedne z pierwszych na grządkach pokazują się zioła. Całkiem spory jest lubczyk,...


...a nać pietruszki można już zbierać w wiązki.


Zioła tak w ogóle to moje ulubione rośliny w ogrodzie, przede wszystkim dlatego, że zazwyczaj nie są wymagające i łatwo się je uprawia. Przy moich  bardzo ograniczonych możliwościach czasowych w dbaniu o ogród, te własnie rośliny dają sobie tu najlepiej radę. Poza tym wielki z nich pożytek, bo kiedy zawitam latem do "Zacisza" na dłużej mam swoje własne zaplecze kulinarno-kosmetyczne.

Mam też na grządkach sporo drobniutkich szafirowych kwiatuszków, które bardzo ładnie wyglądają w leśnych zakątkach mojego ogrodu, choć nie mam pojęcia jak się nazywają.

Może ktoś z Was wie jak nazywają się te maleństwa?
Wysprzątany grill w ogrodzie cierpliwie czeka na otwarcie nowego sezonu, ...


... a w kąciku skalniaka cichutko przykucnął malutki gość i przygląda się kwitnącym wrzoścom.


Gdzie kwitnie kwiat- musi być wiosna,
a gdzie jest wiosna
-wszystko wkrótce zakwitnie.
Fredrich Rückert





sobota, 9 kwietnia 2011

... i znów "jajeczne" klimaty


Trochę w tym roku poszalałam z pisankami, a to jeszcze przecież nie koniec. Na razie przygotowane są te do dekoracji "Zacisza", a jeszcze trzeba będzie przygotować coś ciekawego do koszyka. Ale to dopiero przed sama Wielką Sobotą. Mam też ochotę powtórzyć eksperyment sprzed kilku lat i upiec kosz z ciasta drożdzowego. Pamiętam doskonale, że kiedy mały Janek niósł wtedy Święconkę był z niej bardzo dumny, bo była inna niż wszystkie.













A kotek nasz kochany, podobnie jak ten drewniany  patrzy na  pisanki kolorowe
 i zachodzi pewnie w głowę, a co to takiego...? 



Pozdrawiam Was kochani wiosennie i kolorowo!!! Miłego weekendu życzę mimo kepskiej pogody (przynajmniej u mnie taka ona jest).